Ostatnio czuje się samotny, a to za sprawą co dziwnie zabrzmi przyjaciół. Dziwnie się czuję przed walentynkami. Co prawda sam zdecydowałem się na bycie singlem ale... nie tak do końca chciałem. Wybrałem lepsze zło.
Z racji tego jaki jestem postanowiłem nie "szukać" partnera lub partnerki. Można by powiedzieć sam sobie jestem winien? Otóż nie. Wszystko to kwestia psychiki. Moja niestety nie potrafi sobie wyobrazić mnie w związku. Fajnie być z kimś ale i fajnie być bez.
Najgorsze są docinki mojej matki, że wszyscy mają wnuki, wszyscy mają mężów blalalalala. Gdybym był genetycznie chłopcem pewnie dawno miałbym 2 dzieci i zajebistą żonę. Ale... nie jestem!
Po za tym od związku małżeńskiego wolałbym mieć własne mieszkanie ^^ Taką kawalerkę ;< Własny pokój z kuchnią to wszystko co by mi wystarczyło do "normalnego" życia.
Leczenie i własne M wymaga pieniędzy których chwilowo za huja nie mam. W ogóle nie myślę o związku. Może ktoś pomyśli, że jestem samolubny? Nie... Po prostu w tym ciele nie potrafię, nie wiem nawet czy w nowym bym potrafił. Raczej tak ale nie z kobietami, niby jestem biseksualny ale, nie potrafię wyobrazić sobie związku z kobieta o seksie nie wspominając. Brak "atutu męskości" niestety bardzo działa na moją psychikę dlatego też nie potrafię się związać z dziewczyna. Sam seks to jakaś abstrakcja, czułbym się jak lesbijka, a nie jak facet. No chyba,że dziewczyna była by bardzo wyrozumiała :<
W priorytecie chciałbym mieszkać sam i zacząć się leczyć. Nie wyobrażam sobie kolejnej wojny z rodziną o leczenie. Chce być sam i żyć jak ja chce.
Ostatecznie jestem w tej kwestii - związków - jebanym pesymistą. Ale nie wieżę w to, że w obecnej formie jestem w stanie być w związku to raz a dwa nie wieże, że ktoś chciałby być ze mną w związku :P
Podsumowując raz na jakiś czas czuję się samotny ale mam nadzieje, że wrócę do równowagi i mi minie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz